O spotkaniach w drodze, kubku gorącej herbaty i nadziei opowiada Przemysław Siemieniec, który idzie do Santiago de Compostela.

Mira Fiutak: Wszystko zaczęło się od pieszej pielgrzymki do Watykanu?

Przemysław Siemieniec: Dobre 10 lat temu. W trójkę – Michał Piec, Karol Kloc i ja – wyszliśmy spod bazyliki w Piekarach Śląskich i praktycznie przez 3 miesiące byliśmy w drodze. Pokonaliśmy pieszo około 1650 kilometrów, przy czym ja o 200 mniej, bo już we Włoszech przytrafiła mi się kontuzja i musiałem przejechać je autostopem. Ale w końcu na środkach przeciwbólowych od Asyżu znowu szedłem pieszo.

Czytaj dalej…